sobota, 20 października 2012

Kolejna data powrotu - czy tym razem ostateczna?

Wszystko na to wskazuje. Kontrakt Filifionki kończy się 10 listopada, chociaż w pracy coś u niej przebąkiwali o możliwości przedłużenia. Szczerze mówiąc, dość mamy już tego kraju i warunków, w jakich przyszło nam mieszkać.

No dobra, przyznam szczerze - dywany w łazience i kuchni były śmieszne. Ale tylko przez pierwsze 3 miesiące. Teraz wywołują już tylko obrzydzenie.

Mieliśmy wcześniej pomysł, aby zostać tutaj aż do wyjazdu do Estonii. Jednak w związku z faktem, że wciąż nie mogę doczekać się odpowiedzi w sprawie pracy (niby dopiero 2 tydzień poszukiwań, ale jednak nie działa to najlepiej na morale), oraz z tym, że bardzo trudnym jest wynajęcie mieszkania, nawet jednopokojowego, na okres krótszy niż 3-6 miesięcy, dajemy sobie spokój. Tutaj gdzie jesteśmy, mieszkać już nie chcemy.

Beznadziejne warunki mieszkaniowe w Nottingham


O dywanach już wspominałem. A o ślimakach, które nocą wpełzają do kuchni i żerują na resztkach, których za Chiny Ludowe nie da się usunąć z dywanu? O tym, że żeby pójść do kuchni i zrobić sobie kromkę na mały głód musimy dymać 2 piętra i mijać chyba wszystkie pokoje jakie są po drodze? A akurat niekoniecznie mam ochotę spotykać kogokolwiek na korytarzu.

Łazienka. Kolejny ciekawy temat. Oprócz łapiącego każdą wilgoć i na-pewno-już-powoli-gnijącego dywanu mamy tutaj i inne niedogodności. Ot, chociażby ciśnienie wody w prysznicu, a w zasadzie praktycznie całkowity jego brak. Dołączmy do tego maksymalnie irytującą regulację temperatury (wrzątek-wrzątek-wrzątek-wrzątek-OK-lód-lód-lód-lód-lód), niedziałające gniazdko elektryczne do golarki do spółki z niedziałającą lampką nad lustrem. Do cholery, na mieszkaniu studenckim żyłem lepiej! O akademiku Filifionki nawet nie wspominam, przy naszym tymczasowym lokum to był niemal Hilton.

Pójdźmy jednak dalej. Nie mamy prawdziwej szafy! Tę funkcję pełni stara rurka, zamocowana we wnęce zamykanej drzwiami. Półki? Szafki? Regalik? O nie, landlord w życiu nie zainwestowałby takich pieniędzy. Tak samo jak prośbę o zreperowanie pękniętego okna w pokoju koleżanki skomentował: 'nie, bo za drogo'. No to fajnie, tylko że my tu musimy mieszkać! wynajmujemy pokój. To, że Twoi pobratymcy nie mają nic przeciwko mieszkaniu w chlewie nie oznacza, że nam to odpowiada. Tylko konieczność zmusiła nas do skorzystania z Twojej oferty.

Chyba dam sobie już na wstrzymanie, obiecałem nie wylewać tutaj żali. Czasem jednak trzeba. Już czuję zauważalną poprawę, że się tym podzieliłem. Nawet jeżeli jesteś tylko osobą, która przypadkowo zabłąkała się myląc link w wynikach wyszukiwania Google :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz